Marzena Rostkowska

Jak się ładujesz?

Jesteś na wodę, prąd, myśli, muzykę czy słowa?

Czym się ładujesz? Tabliczką czekolady, spacerem, towarzystwem, filmem, książką, ciszą, a może ruchem?

Jestem na wodę, ciszę i ruch, doładowuj się też czekoladą, wyzwaniami oraz naturą. Każdy z nas zasila się inaczej, zawsze za to możemy porównać się, zainspirować się sobą, podłączyć do tego samego kontaktu i doładować baterie witalne. Brzmi dobrze?

Dlaczego o tym piszę, o tych symbolicznych kilku procentach w naszej życiowej baterii, które brakują nam do 100%?

Codziennie zużycie jest normą. Tak funkcjonuje ludzki organizm. Mamy naturalnie odnawiające się zasoby energii, ale z czasem kiedy nie dbamy o nie i nie pomagamy sobie, to ta bateria życiowa nie pokazuje na liczniku już 100% i co jest smutne, tak mogą mijać tygodnie, a nawet lata. Budzimy się i jest 87%, co się stało, że po przespanej nocy, w miarę dobrym jedzeniu, fajnie spędzonym weekendzie nadal nie ma 100%. Powodów może być kilka, “zapchanie”, taki termin jest mi dobrze znany, mam tyle rzeczy do zrobienia, tych zaległych i aktualnych, że nie starcza mi już miejsca w sobie, czasu na dodatkową aktywność, a już nie wspominając na dodatkowy ruch czy dłuższy odpoczynek. Znacie skądś taki stan?

Zapchanie każdej części siebie od stóp po czubek głowy!!!

Słyszę w eterze to aha i mruczenie potwierdzające. Jak ja sobie z tym radzę? Od jakiegoś czasu odkryłam na to sposób, zostawienie siebie w spokoju na dwie, trzy godziny, jeśli to jest możliwe. Pozwolenie swojej głowie na nie myślenie albo myślenie o tym na co ma ochotę, bezcelowe chodzenie po mieszkaniu, spacerowanie po parku na przełaj i omijanie celowe ścieżek, dodatkowa drzemka, wszystko po to, aby zrobić przestrzeń, pozwolić na ułożenie się tego, co jest w głowie i w ciele. Na samoistnie poukładanie, coś jak trawienie, wtedy nie dodajemy sobie nic do środka, nie zapychamy się social mediami w komórce, rozmową przez telefon, najlepiej wtedy pozostawić się sobie samemu na pastwę. Brzmi groźnie… wiem.

Jak wyluzowanie pozwala być wydajniejszym w byciu sobą i w pracy?

Brzmi heretycko? Z pewnością takie trochę jest. Po dwóch godzinach tzw. “ładowania na luz i powietrze” jestem gotowa do ćwiczeń i wzmożonej pracy. Samo odpuszczenie presji na siebie zachęca mnie do działania, dodaje dodatkowej motywacji. Po prostu, kiedy wypocznę, dzieją się cuda.

Współpraca ze sobą?

Jak często pytacie, siebie o to, na co mielibyście właśnie ochotę albo najczęściej w swoim życiu? Ostatnio zaczęłam często o to sama siebie pytać. Ku mojemu zaskoczeniu usłyszałam ogrom odpowiedzi, potwierdziło mi to tylko to, że tam jest miejsce do naładowania, symboliczny kontakt, zasilanie. Kiedy pojawiło się, na wewnętrznym liczniku 100% procent to zrozumiałam, że tędy droga.

A jak to ma się do ćwiczeń?

Nasze ciało to nasz najlepszy informator. Jeśli czujesz się zmęczony, to znaczy, że bateria jest na wyczerpaniu. Objawia się to napięciem mięśni, dekoncentracją, brakiem chęci do działania, obniżeniem nastroju. Czy ćwiczenia na to pomagają? Okazuje się, że tak. Męczy nas brak ruchu, zastanie i zesztywnienie, te chwile, kiedy nagromadzony stres nie ma jak się uwolnić, rozpłynąć po ciele. Kiedy nasza głowa nieustająco myśli i coś analizuje. Świadomy ruch, jaki znam z taiji i qigongu ale też metody Feldenkraisa i movementu, pozwala nam przenieść uwagę na siebie, złapać oddech i rozluźnić ciało. Świadomy ruch angażuje nas w niewidzialny sposób, ale tego trzeba się nauczyć, to nie dzieje się natychmiast kiedy przystępujemy praktyki. Aby "nowe" zaczęło dla nas pracować i nas ładować potrzeba po prostu na to czasu i miejsca, a przede wszystkim naszego zaangażowania, przynajmniej na te pierwsze 5, 10, 20, a potem 60 minut. Potem spokojnie możecie praktykować 120 minut i niewiadomo kiedy upływa czas.

Jeśli chcesz spróbować takiego rodzaju doładowywania baterii, sprawdź co w twoim życiu robiłeś albo już robisz i zapominasz o bożym świecie? Jeśli wiesz co to jest, zacznij to robić wystarczająco często, aby stało się to twoim przyzwyczajeniem i napędzało inne aktywności w twoim świecie. Dla mnie są to regularne treningi siedem razy w tygodniu, podróżowanie, a przede wszystkim szeroko pojęta twórczość.

Tak sobie myślę, że kiedy zasadzimy w sobie ziarno “mogę”, to naprawdę ono podlewane uwagą i dotrzymywaniem sobie danego słowa, zacznie wzrastać. Sprawdźcie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.